Co jest największym grzechem dietetycznym „Uli Pedantuli”?

Ula Chincz to autorka popularnego bloga i kanału na YouTube „Ula Pedantula” poświęconego codziennym, domowym wyzwaniom. Spytałam ją o dietę, porządek w lodówce i zapytałam o jej największą, kulinarną słabość...

Uli Chincz nigdy wcześniej nie poznałam osobiście. Jednak nie wiem czy tak macie, ale czasami ma się wrażenie, że się kogoś zna sto lat. Takie emocje budzi we mnie Ula. Miałam wrażenie, że odbieramy na tych samych falach i dlatego poprosiłam ją o wywiad.

Anna Radowicka: Jesteś zapracowaną mamą i żoną. Czy masz czas na dobrze zbilansowaną, zdrową dietę?

Ula Chincz: Na zdrowe odżywianie muszę mieć czas, bo jeśli nie zadbam o siebie to nie dam rady zadbać o wszystko dookoła. Gotuję w domu, kupuję świeże, nieprzetworzone produkty. Szczerze mówiąc nie sprawdzam z tabelką czy kalorie, składniki odżywcze i minerały się zgadzają, ale staram się jeść z głową.

To bardziej konkretne pytanie: co jesz najczęściej na śniadanie?

Na śniadanie w tygodniu – zawsze owsianka – z płatkami migdałów, bananem i gęstym jogurtem. A w weekend uczta: jajka na miękko albo jajecznica w wykonaniu mojego męża.

W listopadzie wydałaś książkę „Pozamiatane” – zestaw porad, jak ogarnąć dom. Zapytam o lodówkę, bo to moja działka. Czy w swojej lodówce układasz produkty spożywcze w jakieś kolejności zachowując porządek? Jeśli tak, to w jaki sposób i dlaczego?

Szczerze mówiąc w nowoczesnych lodówkach temperatura jest właściwie taka sama na każdej wysokości, a różnice jeśli są – to minimalne. Więc kwestia układania produktów na kolejnych półkach nie jest tak istotna jak kiedyś.

Ale rzeczywiście zawsze mam w lodówce porządek. Również dlatego, że jest w niej prawie pusto: kupuję na bieżąco, nie mam zapasów na wiele dni. Wolę kupić mniej, a częściej. Wtedy wiem, że produkty są świeże, że kupuję to, na co mam danego dnia ochotę. W lodówce jest więc głownie jogurt, masło, parę plasterków salami i kawałek sera, domowy ketchup i mleko.

Uprawiasz jakiś sport?

Nie robię nic. Nie ma się czym chwalić, ale po prostu nie jestem w stanie. Moja praca to ciągły ruch: na planie jestem zawsze w biegu, nagrywając odcinki na kanał na YouTube też biegam po domu. Wieczorem po prostu nie mam siły ruszyć ani ręką ani nogą. Staram się za to kiedy tylko mogę chodzić na długie spacery z moimi psami.

Czy jest jakiś produkt, który dodaje Ci energii?

Energii dodaje mi zawsze kawa. Ta poranna to mój rytuał: musi być w konkretnym kubku, przygotowana po mojemu. Zwykle poprzestaję na jednej, ale bywają dni, kiedy potrzebuję dodatkowego „kopa” nieco później w ciągu dnia i wtedy pozwalam sobie na drugą.

Ula, pomagasz innym zachować porządek w ich życiu. Co byś doradziła – 5 zasad od Uli Chincz, w jaki sposób pogodzić obowiązki domowe (sprzątanie, porządek w domu) z aktywnością zawodową, macierzyństwem?

Miałabym tylko dwie rady: pierwsza jest taka, żebyśmy zawsze pamiętali, że ile mieszkańców w domu, tyle par rąk do pracy. Każdy (i mam też na myśli małe dzieci) powinien mieć swoje obowiązki domowe – oczywiście na miarę swoich możliwości.

Nie wyobrażam sobie, że cały dom jest na jednej głowie, a wokoło siedzą roszczeniowe pasożyty. Niestety znam takie domy. Często my panie – chcąc być zawsze we wszystkim najlepsze – same fundujemy sobie taki los. Wielu panów taki układ urządza i mamy problem. Dzielmy między siebie obowiązki, niech każdy robi to, co lubi i co umie i nie dajmy się zajechać.

Zawsze kiedy o tym mówię przypomina mi się moja nieżyjąca już babcia, która choć miała 90 lat i poruszała się na wózku codziennie meldowała się w kuchni żeby zrobić to, co była w stanie: wytrzeć sztućce, poskładać serwetki – małe prace, które sprawiały, że czuła się potrzebna i dzięki którym mogła przyczynić się do tego, żeby dom wyglądał lepiej.

Druga rada: zdecyduj co jest dla Ciebie ważne i tym się zajmuj. Nie szykuj domu dla teściowej, sąsiadki czy koleżanki – tylko dla siebie i swojej rodziny – jeśli nie przeszkadza ci mały rozgardiasz – zostaw. Mój dom jest daleki od perfekcji i dobrze mi z tym.

Wrócę jeszcze do jedzenia. Czy są jakieś rzeczy, których nie jesz? Jeśli tak to jakie i dlaczego?

Nie jem tylko malin, bo po prostu ich nie lubię. A poza tym jem wszystko. Oczywiście z głową, po trochu, jak Francuzki – dla smaku, delektując się, nie w wielkich porcjach –  chociaż czasem zdarza mi się „odpiąć wrotki” zwłaszcza przy makaronie, sushi czy befsztykach. Wszystko jest dla ludzi.

Na koniec – największy dietetyczny grzech Uli Chincz?

Moim największym grzechem są mini pączusie – niestety nie raz zdarzyło mi się kupić dwie garście dla Rysia i nie dowieźć ich nawet do domu… Więc na wszelki wypadek ich nie kupuję, bo wtedy sama wyglądałabym jak taki „pączuś”.

Share on facebook
Udostępnij na Facebooku
Share on twitter
Udostępnij na Twitterze

Spodobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się na newsletter i otrzymuj powiadomienia o nowych tekstach na blogu.

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych w celach marketingowych przez firmę Anna Radowicka zgodnie z Polityką Prywatności.